Miasto zalane wodą, mieszkańcy opętani przez dziwną siłę i śledztwo, w którym żadna poszlaka nie daje pełnej pewności. The Sinking City to lovecraftowska gra przygodowa Frogwares, łącząca detektywistyczne dochodzenia, eksplorację otwartego świata i walkę z potworami. Poniżej wyjaśniam, jak działa jej system śledztw, czego spodziewać się po Oakmont, komu spodoba się ten tytuł oraz co wiadomo o dalszym rozwoju serii.
Najważniejsze informacje przed rozpoczęciem gry
- Gatunek: przygodowy horror detektywistyczny z elementami akcji i RPG.
- Główny bohater: Charles W. Reed, prywatny detektyw i weteran wojenny.
- Miejsce akcji: zalane Oakmont w stanie Massachusetts, w realiach lat 20. XX wieku.
- Najmocniejsza strona: otwarty system prowadzenia śledztw i ciężki, lovecraftowski klimat.
- Największa wada: nierówna walka, powtarzalne lokacje i techniczne niedociągnięcia.
- Przyszłość serii: druga część ma zadebiutować 18 sierpnia 2026 roku jako survival horror.
Czym naprawdę jest ta lovecraftowska gra
Frogwares nie stworzyło klasycznego shootera ani horroru nastawionego wyłącznie na straszenie. To przede wszystkim detektywistyczna przygodówka, w której gracz sam łączy fakty, przeszukuje miejsca zbrodni i decyduje, komu zaufać. Elementy walki są ważne, ale zwykle pełnią funkcję przeszkody na drodze do rozwiązania sprawy.
Wcielamy się w Charlesa W. Reeda, prywatnego detektywa z Bostonu i byłego żołnierza. Bohater trafia do Oakmont, odciętego od reszty świata portowego miasta, które zostało dotknięte katastrofalną powodzią. Źródłem problemu nie jest jednak sama natura, ponieważ pod wodą i w umysłach mieszkańców działa coś znacznie starszego i bardziej niepokojącego.
Historia czerpie z twórczości H.P. Lovecrafta, ale nie jest ekranizacją konkretnego opowiadania. Znajdziemy tu kultystów, nieludzkie istoty, obsesję, deformacje ciała i lęk przed prawdą, której człowiek nie powinien poznawać. Dla mnie największą zaletą fabuły jest to, że groza często wynika nie z nagłego ataku, lecz z odkrywania, jak bardzo zwyczajne ludzkie konflikty zostały skażone czymś nadnaturalnym.

Oakmont jest czymś więcej niż zwykłą mapą
Oakmont podzielono na kilka dzielnic różniących się architekturą, mieszkańcami i stopniem zalania. Po ulicach poruszamy się pieszo, łodzią, a w wybranych miejscach także pod wodą. Miasto nie działa jednak jak typowy sandboks w stylu GTA. Nie znajdziemy tu setek aktywności pobocznych, a eksploracja służy przede wszystkim zdobywaniu informacji i docieraniu do kolejnych śladów.
Mapa nie prowadzi gracza za rękę. Często trzeba samodzielnie odczytać opis miejsca, znaleźć właściwą dzielnicę, a później ustalić numer budynku lub charakterystyczny punkt. To rozwiązanie potrafi na początku irytować, szczególnie gdy ktoś przywykł do automatycznych znaczników, ale dobrze pasuje do roli prywatnego detektywa.
W praktyce największym problemem miasta jest jego skala. Oakmont ma odpowiednią atmosferę, lecz część ulic i wnętrz wygląda podobnie, przez co długie przemieszczanie się potrafi męczyć. Ja traktuję ten świat raczej jako rozbudowane narzędzie do prowadzenia śledztw niż miejsce stworzone do swobodnej zabawy. Jeśli oczekujesz gęstego sandboksu z aktywnościami na każdym rogu, możesz poczuć rozczarowanie.
Śledztwo wymaga uważności, a nie tylko klikania
Najciekawszy element rozgrywki stanowi system dochodzeń. Każda sprawa składa się z kilku etapów, a gra nie zawsze mówi wprost, który trop jest właściwy. Najlepiej działa wtedy, gdy naprawdę czytasz notatki i zapamiętujesz szczegóły rozmów.
- Przeszukujesz miejsce zdarzenia i zbierasz dowody, dokumenty oraz ślady.
- Używasz nadnaturalnych zdolności, aby zobaczyć ukryte wskazówki lub odtworzyć fragmenty przeszłości.
- Łączysz fakty w Pałacu Umysłu, czyli ekranie pozwalającym zestawiać poszlaki i wyciągać wnioski.
- Przeglądasz archiwa, między innymi policyjne, prasowe i biblioteczne, korzystając z danych o osobach, miejscach i wydarzeniach.
- Podejmujesz decyzję, która może zmienić przebieg konkretnej sprawy oraz los wybranych mieszkańców.
Ważne jest to, że nie każda zagadka ma jedną oczywistą odpowiedź. Czasem trzeba wybrać między wersją korzystną dla jednej frakcji a rozwiązaniem, które może ochronić kogoś innego. Nie wszystkie decyzje są moralnie czyste, co dobrze współgra z beznadziejną atmosferą świata.
Gra korzysta z kilku zdolności Charlesa. Jedna pozwala dostrzec rzeczy niewidoczne dla zwykłego człowieka, inna umożliwia odczytywanie pozostałości wydarzeń z przeszłości. Te moce są użyteczne, ale nie zastępują myślenia. Najczęstszy błąd początkujących polega na sprawdzaniu wyłącznie obiektów oznaczonych przez grę. Warto dokładnie obejść lokację, porozmawiać z dodatkowymi postaciami i wrócić do notatek po zdobyciu nowego dowodu.
Walka, szaleństwo i rozwój postaci mają swoje granice
Reed korzysta z broni palnej z epoki, materiałów wybuchowych i przedmiotów tworzonych z dostępnych zasobów. Amunicji zwykle nie ma w nadmiarze, dlatego strzelanie na oślep szybko kończy się problemami. Oszczędzanie zasobów jest ważniejsze niż efektowne eliminowanie każdego przeciwnika.
Starcia z potworami należą jednocześnie do najsłabszych elementów gry. Animacje bywają sztywne, celowanie nie zawsze daje satysfakcję, a niektóre spotkania wyglądają podobnie. W moim odbiorze walka najlepiej działa jako krótki przerywnik między śledztwami, a nie jako pełnoprawny system akcji.
Stan psychiczny bohatera wpływa na obraz świata i sposób odbierania wydarzeń. Gdy Reed zbyt długo przebywa w pobliżu nadnaturalnych zagrożeń, mogą pojawić się halucynacje, zaburzenia obrazu i niepokojące wizje. To nie jest zwykły pasek zdrowia psychicznego. Utrata stabilności zmienia odbiór sceny, choć z czasem efekty mogą stać się przewidywalne.
Za wykonywanie zadań otrzymujemy punkty rozwoju, które można przeznaczyć między innymi na większą odporność, lepsze gospodarowanie amunicją i skuteczniejsze rzemiosło. Rozwój jest prosty i nie tworzy głębokiego RPG, ale pomaga dopasować bohatera do własnego stylu. Najbardziej praktyczne są umiejętności ograniczające zużycie zasobów, ponieważ to właśnie amunicja i materiały często decydują o powodzeniu trudniejszych starć.
Czy warto zagrać mimo niedoskonałości
Ta gra nie jest propozycją dla każdego fana horroru. Jej siła leży w atmosferze, fabule i prowadzeniu dochodzeń, a nie w perfekcyjnej oprawie technicznej. Przed zakupem dobrze wiedzieć, czego oczekiwać.
| Spodoba ci się, jeśli | Lepiej poszukaj czegoś innego, jeśli |
|---|---|
| lubisz Lovecrafta, tajemnice i powolne odkrywanie prawdy | oczekujesz szybkiej, dopracowanej walki |
| cenisz gry, które nie pokazują każdego celu na mapie | nie lubisz samodzielnego szukania lokacji |
| interesują cię wybory, frakcje i kilka możliwych zakończeń | szukasz rozbudowanego systemu RPG z dużą liczbą buildów |
| akceptujesz nierówne tempo i powtarzalne wnętrza | przeszkadzają ci błędy, backtracking i słabsze animacje |
W porównaniu z Call of Cthulhu produkcja Frogwares daje więcej swobody i większy świat, ale jest mniej skondensowana. Z kolei gry z serii Sherlock Holmes oferują bardziej precyzyjne zagadki, natomiast nie mają tak ciężkiego klimatu kosmicznego horroru. Jeśli interesuje cię przede wszystkim śledztwo, warto zaakceptować wolniejsze tempo i potraktować Oakmont jak wielką planszę detektywistyczną.
W grze znalazło się trzy główne zakończenia, a część spraw pobocznych ma własne konsekwencje. Nie wszystkie wcześniejsze wybory zmieniają finał w tak dużym stopniu, jak sugeruje otwarta struktura, ale potrafią wpłynąć na losy konkretnych postaci, informacje w gazecie i atmosferę miasta. To dobry powód, by nie traktować zadań pobocznych jako zwykłych zapychaczy.
Co zmieni druga odsłona serii w 2026 roku
The Sinking City 2 ma zadebiutować 18 sierpnia 2026 roku na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X/S. Tym razem twórcy wyraźnie przesuwają serię w stronę survival horroru. Akcja przenosi się do zalanego Arkham, a rozgrywka ma mocniej opierać się na oszczędzaniu zasobów, eksploracji zamkniętych przestrzeni, zagadkach i walce.
To istotna zmiana, ponieważ pierwsza część była przede wszystkim grą detektywistyczną w otwartym świecie. Kontynuacja zachowa śledztwa i lovecraftowskie tajemnice, ale zaoferuje bardziej liniowe, napięte lokacje oraz większe znaczenie skrótów i zarządzania ekwipunkiem. Karta gry wskazuje także na polskie napisy, co powinno ułatwić odbiór rozbudowanych dokumentów i dialogów.
Jeśli najbardziej cenisz w tej serii atmosferę i zagadki, dobrze obserwować drugą część z umiarkowanym entuzjazmem. Zmiana gatunku może poprawić tempo i walkę, ale jednocześnie ograniczyć tę swobodę, która wyróżniała Oakmont. Pierwsza odsłona nadal ma sens jako doświadczenie dla osób szukających nietypowej, nierównej, lecz bardzo charakterystycznej przygodówki o kosmicznym horrorze.